Wizyta u lekarza weterynarii, która miała być rutynowym momentem w opiece nad psem, zakończyła się tragedią. W jednym z gabinetów na poznańskim Nowym Mieście doszło do ataku dużego psa na niewielkiego szpica miniaturowego. Ośmioletnia suczka nie przeżyła. Poszkodowana została również jej opiekunka. Sprawę wyjaśnia policja.
Gabinet weterynaryjny powinien być miejscem, w którym zwierzęta otrzymują pomoc i czują się bezpiecznie. Tego dnia w jednym z takich miejsc wydarzyło się jednak coś, czego nikt z obecnych nie mógł się spodziewać.
Podczas wizyty w gabinecie na poznańskim Nowym Mieście przebywała niewielka, ośmioletnia suczka rasy szpic miniaturowy. Pies znajdował się na kolanach swojej opiekunki. W pewnym momencie doszło do ataku ze strony amstaffa, który znalazł się w pomieszczeniu.
Całe zdarzenie miało przebiec bardzo szybko. Duży pies zaatakował znacznie mniejszego czworonoga. Obrażenia okazały się śmiertelne. Mimo podjętej pomocy życia szpica nie udało się uratować.
Poszkodowana została również opiekunka psa
W trakcie ataku ucierpiała także kobieta, która trzymała szpica. Została pogryziona w rękę i doznała obrażeń. Na miejsce wezwano pomoc, a następnie również policję.
Dla opiekunki był to nie tylko moment fizycznego zagrożenia, ale przede wszystkim dramatyczne doświadczenie związane ze śmiercią psa, którym się opiekowała.
W takich sytuacjach trudno mówić o zwykłym incydencie. Dla człowieka, który właśnie stracił zwierzę, z którym był związany, wydarzenie może mieć konsekwencje znacznie wykraczające poza sam moment ataku.
Co wydarzyło się w gabinecie?
Dokładny przebieg zdarzenia jest obecnie ustalany. Policja prowadzi czynności mające wyjaśnić, w jaki sposób doszło do kontaktu obu psów i czy zostały zachowane wymagane środki ostrożności.
Zabezpieczany jest również monitoring znajdujący się w placówce. To właśnie nagrania mogą pomóc w odtworzeniu kolejnych sekund poprzedzających atak i ustaleniu, w jakich okolicznościach większy pies znalazł się w pomieszczeniu, w którym przebywała kobieta z małym zwierzęciem.
Na tym etapie nie należy przesądzać o odpowiedzialności żadnej ze stron. Odpowiedź na pytanie, czy doszło do zaniedbania obowiązków związanych z bezpieczeństwem, będzie zależała od ustaleń prowadzonych przez odpowiednie służby.
Gabinet weterynaryjny to szczególne miejsce
Ta tragedia przypomina o problemie, o którym łatwo zapomnieć podczas zwykłej wizyty u weterynarza.
W poczekalni czy gabinecie mogą spotkać się psy o zupełnie różnych rozmiarach, charakterach i doświadczeniach. Jedne są spokojne, inne reagują lękiem. Część zwierząt może być chora, obolała albo silnie zestresowana. W takich warunkach nawet pozornie spokojna sytuacja może zmienić się w kilka sekund.
Szczególnego znaczenia nabiera więc fizyczne kontrolowanie psa przez opiekuna, odpowiednie zabezpieczenie drzwi i przejść oraz organizacja przestrzeni pozwalająca ograniczyć przypadkowy kontakt między zwierzętami.
Nie chodzi przy tym o przypisywanie określonego zachowania konkretnej rasie. Za bezpieczeństwo psa odpowiada przede wszystkim jego opiekun i sposób, w jaki kontroluje zwierzę w sytuacjach potencjalnie stresujących lub nieprzewidywalnych.
Policja wyjaśnia sprawę
W sprawie prowadzone są czynności dotyczące zachowania wymaganych środków ostrożności przy trzymaniu psa. Funkcjonariusze analizują dostępne materiały i ustalają dokładne okoliczności zdarzenia.
Amstaff miał posiadać wymagane szczepienia. Obrażenia opiekunki szpica nie wymagały hospitalizacji, jednak sama sytuacja zakończyła się śmiercią drugiego psa.
To właśnie ten fakt sprawia, że poznańskie zdarzenie jest czymś więcej niż kolejną informacją o konflikcie między zwierzętami. Doszło do niego w miejscu, które z założenia ma służyć leczeniu i ochronie zdrowia zwierząt.
Kilka sekund, których nie da się cofnąć
W świecie zwierząt wiele sytuacji rozgrywa się szybciej, niż człowiek jest w stanie zareagować. Dlatego bezpieczeństwo nie powinno zaczynać się dopiero w chwili, gdy pojawia się zagrożenie. Powinno być elementem organizacji każdej wizyty – od wejścia do placówki aż po opuszczenie gabinetu.
W poznańskim przypadku najważniejsze pytania pozostają jeszcze bez odpowiedzi. Policja ustala, jak dokładnie doszło do ataku i czy można było mu zapobiec.
Dla opiekunki czworonoga pozostaje natomiast przede wszystkim tragiczny finał: ośmioletni szpic miniaturowy nie wróci już do domu.







