Są ludzie, którzy wyprowadzają psy na spacer. I są tacy, którzy potrafią zamienić zwykły spacer w spotkanie – z drugim człowiekiem, z naturą i z samym sobą.
Ania Grzelak od lat udowadnia, że smycz i para psich łap mogą być początkiem czegoś znacznie większego niż codzienna rutyna. Stworzone przez nią PSIEJSKIE SPACERY nie są tylko wspólnym wyjściem z psami. To społeczność ludzi, którzy zwalniają, odkładają telefony i przypominają sobie, że najcenniejsze relacje buduje się nie w internecie, ale obok siebie.
Rozmawiamy o psach, które uczą bezinteresownej miłości, o świecie coraz bardziej zapatrzonym w ekrany i o tym, dlaczego czasem wystarczy zwykły spacer, by zobaczyć, co naprawdę jest ważne.
Rozmawiał: Michał Nowak
Gdyby ktoś obserwował Cię z boku podczas spaceru z psem, czego dowiedziałby się o Tobie, zanim zamieniłby z Tobą choć jedno słowo?
Myślę, że zobaczyłby przede wszystkim osobę, która naprawdę kocha psy. Nie dlatego, że tak wypada powiedzieć, ale dlatego, że one od zawsze są częścią mojego życia. Wszystko, co robię, jest szczere i płynie prosto z serca. Nie ma w tym nic na pokaz ani niczego wymuszonego.
Pamiętasz moment, w którym zrozumiałaś, że psy nie będą jedynie częścią Twojego życia, ale staną się jego ważnym kierunkiem? Czy była to jedna chwila, czy raczej długa droga?
To nie był jeden przełomowy moment. Psy po prostu zawsze były obecne. Najpierw była pudlica Amba, później pinczerek Amik, sznaucer Blacky, cavalier Abi, a dziś jest Bronek – adoptowany Cocker Spaniel, który również wiele mnie nauczył. Patrząc z perspektywy czasu, widzę, że każdy z nich zostawił we mnie coś innego. Każdy był kolejnym rozdziałem tej samej historii.

Spacer z psem wielu osobom kojarzy się z codziennym obowiązkiem. Ty uczyniłaś z niego coś znacznie więcej. Czym jest dla Ciebie spacer – jeśli odłożymy na bok smycz, trasę i czas?
Dla mnie spacer nigdy nie był obowiązkiem. To chwila, którą świadomie celebrujemy razem z psem. Kilkadziesiąt minut tylko dla siebie, bez pośpiechu i bez myślenia o tym, co będzie za godzinę. To właśnie w takich prostych momentach buduje się relacja. Często nie potrzeba nic więcej.
Prowadząc PSIEJSKIE SPACERY spotykasz nie tylko psy, ale przede wszystkim ich opiekunów. Czy można poznać człowieka po tym, jak buduje relację ze swoim zwierzęciem?
Zdecydowanie tak.
Psy są niezwykle uważnymi obserwatorami. Doskonale wyczuwają nasze emocje, nastrój i energię. Często czytają nas lepiej, niż sami potrafimy siebie zrozumieć. To, w jaki sposób zachowuje się opiekun, bardzo mocno wpływa na relację z psem. Dlatego podczas spacerów obserwuję nie tylko zwierzęta, ale przede wszystkim więź, jaka między nimi a ludźmi powstaje.
Czy jest historia psa lub jego opiekuna, która szczególnie zapadła Ci w pamięć i do dziś przypomina Ci, dlaczego robisz to, co robisz?
Nie potrafiłabym wskazać jednej.
Każdy pies i każdy opiekun to osobna historia. Jedni dopiero uczą się siebie nawzajem, inni przeszli razem naprawdę wiele. Lubię myśleć o tym jak o układaniu puzzli. Każde spotkanie jest jednym elementem. Dopiero wszystkie razem pokazują pełny obraz tego, czym są PSIEJSKIE SPACERY.

Mam wrażenie, że psy uczą nas rzeczy, których ludzie coraz częściej od siebie nie potrafią się nauczyć. Jakiej lekcji Ty nigdy od nich nie zapomnisz?
Szacunku.
I bezinteresownej miłości.
Mam wrażenie, że właśnie tych dwóch rzeczy coraz bardziej brakuje we współczesnym świecie. Psy nie oceniają, nie udają i nie oczekują niczego w zamian. Po prostu są. To niezwykle cenna lekcja.
W świecie pełnym pośpiechu i ciągłego patrzenia w ekran telefonu spacer z psem potrafi zmusić nas do zatrzymania się. Czy Twoim zdaniem właśnie tego najbardziej dziś potrzebujemy?
Myślę, że tak.
Telefony bardzo mocno zdominowały nasze życie. Czasami odnoszę wrażenie, że ludzie zapominają, jak wygląda prawdziwa rozmowa. Coraz częściej spotykam osoby, które podczas wspólnego wyjścia bardziej skupiają się na ekranie niż na drugim człowieku.
PSIEJSKIE SPACERY są dla mnie czymś więcej niż spacerami. To forma terapii. Przestrzeń, w której ludzie zaczynają rozmawiać, poznają się i przypominają sobie, że relacje buduje się twarzą w twarz, a nie przez wyświetlacz telefonu.
Gdybyś mogła zmienić tylko jedną rzecz w sposobie, w jaki Polacy postrzegają psy i odpowiedzialną opiekę nad nimi, co byłoby to i dlaczego właśnie to?
Chciałabym, żeby psy były postrzegane przede wszystkim jako członkowie rodziny.
I żeby wreszcie zniknęły łańcuchy. Dla mnie to symbol wszystkiego, co w relacji człowieka ze zwierzęciem nie powinno już mieć miejsca.
Na zakończenie wyobraźmy sobie, że za dziesięć lat PSIEJSKIE SPACERY to coś znacznie większego niż projekt – to społeczność ludzi, którzy dzięki Tobie zaczęli inaczej patrzeć na swoje psy. Co chciałabyś, żeby wtedy o nim mówiono?
Chciałabym, żeby PSIEJSKIE SPACERY były czymś więcej niż nazwą projektu.
Żeby stały się pewnym sposobem myślenia. Tradycją. Marką, która kojarzy się z dobrymi relacjami między ludźmi i psami. Nie wiem, co wydarzy się za dziesięć lat. Tego nie da się zaplanować. Mam jednak nadzieję, że nadal będziemy się spotykać, spacerować i tworzyć społeczność ludzi, którzy wierzą, że świat staje się lepszy wtedy, gdy znajdujemy czas dla siebie nawzajem – i dla naszych psów.






