Wczoraj, 3 grudnia 2025 roku, w Pałacu Prezydenckim zapadła decyzja, która natychmiast poruszyła tysiące Polaków. Prezydent RP postawił kropkę nad „i” i oznajmił: nie podpiszę. Weto wobec tzw. ustawy łańcuchowej spadło na opinię publiczną jak grom z jasnego nieba, wywołując falę emocji – od gniewu i bezsilności po głębokie rozczarowanie. W tle pozostało jedno, bolesne pytanie: co dalej z losem zwierząt, które od lat czekają na prawdziwą ochronę?
Ustawa miała być przełomem. Zakładała całkowity zakaz stałego trzymania psów na łańcuchach oraz wprowadzenie minimalnych standardów dla kojców, które miały wreszcie uwolnić czworonogi od życia w skrajnych warunkach. Jednak prezydent uznał, że projekt jest „źle napisany” i nie przystaje do realiów wielu gospodarstw. W jego ocenie zaproponowane wymiary kojców miały przypominać „miejskie kawalerki”, co – jak argumentował – paradoksalnie mogłoby doprowadzić do jeszcze gorszej sytuacji psów żyjących na zewnątrz.
Weto wobec ustawy łańcuchowej – co oznacza dla zwierząt?
Choć prezydent podkreślał, że intencje ustawodawców były słuszne, to jego zdaniem zapisy ustawy mogłyby stworzyć nowe problemy zamiast je rozwiązywać. W miejsce odrzuconych regulacji zaproponował własny projekt, mający – według zapewnień – chronić zwierzęta w sposób „bardziej realistyczny”. Jednak krytycy nie pozostawiają na nim suchej nitki. Ostrzegają, że łagodniejsze przepisy mogą przynieść efekt odwrotny do zamierzonego: psy dalej będą trzymane na łańcuchach albo w ciasnych, niemal symbolicznych kojcach, a ich sytuacja niewiele się poprawi.
Decyzja o wecie wywołała prawdziwą burzę. Organizacje prozwierzęce mówią o ogromnym kroku wstecz, politycy nie kryją oburzenia, a rząd już zapowiada próbę odrzucenia weta w Sejmie. Dla wielu obrońców zwierząt to jednak znacznie więcej niż polityczna rozgrywka — to symboliczna przegrana w walce o podstawową empatię i godność dla istot, które same nie mają głosu.
Choć ustawa dawała nadzieję na przełom, dziś pozostaje poczucie goryczy. Bo kiedy brakuje odwagi, by walczyć o tych najsłabszych, nawet najlepsze intencje potrafią rozsypać się jak domek z kart. A psy, które od lat czekają na lepsze jutro, znów zostały z tym czekaniem same.




